5.02.2015

1. Wiesz, że te dziewczyny najprawdopodobniej zabiją mnie za to, że nazwałeś mnie kochaniem?

          - Spakowałaś wszystko? Ubrania, bieliznę, ulubioną przytulankę? - zapytała rodzicielka zaczynając wyliczać wszystkie rzeczy, jakie przyszły jej na myśl.
- Tak mamo - odpowiedziałam już troszeczkę rozdrażniona. Westchnęłam kiedy znów została zaatakowana pytaniami. Tupałam nogą o podłogę, ponieważ.
Czas, czas, CZAS. 
Za dosłownie godzinę mam samolot, a jeśli chcę zdążyć muszę wyjść i to w tej chwili. Podeszłam bliżej i owinęłam ramiona wokół jej szyj, przez co przestała mówić i odwzajemniła uścisk.
- Na prawdę muszę już iść. Zadzwonię jak tylko wyląduję.
- Obiecujesz? - spytała, a z jej oczu popłynęły łzy. Zrobiło mi się jej szkoda.
- Obiecuję. Proszę nie płacz - uśmiechnęłam się pocieszająco, ścierając dłonią jej łzy. - Mam nadzieję, że to ze szczęścia.
- Oczywiście.
Uśmiechnęłam się, odsuwając się na kilka kroków. Wzięłam tylko torebkę, ponieważ reszta bagaży jest już w bagażniku. Pokiwałam mamie na do widzenia i wyszłam z domu.
Nowy Jork, nadchodzę!

***

          - Wow - wymsknęło mi się kiedy stałam na środku lotniska z walizkami dookoła i z szeroko otwartymi ustami. Kiedy ktoś przechodził obok mnie, wysyłał mi dziwne spojrzenia, które mówiły: " Co za wariatka". Ale nie obchodzi mnie to. 
Jestem w Nowym Jorku!
Westchnęłam radosna, po czym z trudem udało mi się wziąć wszystkie trzy bagaże, plus do tego wielką torebkę. Idąc w stronę wyjścia, moja głowa chodziła w prawo i w lewo. 
Tutaj nawet powietrze jest inne. 
Jednak otrząsnęłam się kiedy poczułam, jak wpadam na kogoś, a moja pupa doznaje bliskiego spotkania z podłogą. 
Ałć.
- Przepraszam, nie zauważyłem cię - usłyszałam niezwykle miękki głos. Spojrzałam w górę, a moim oczom ukazał się przystojny szatyn, o nieskazitelnych oczach i przepięknym uśmiechu. Podał mi rękę, którą przyjęłam. Z łatwością przyszło mu podniesienie mnie z powrotem na górę. - Jestem Liam - przedstawił się. 
- Nathalie - powiedziałam, potrząsając lekko jego wysuniętą dłoń. Uśmiechnął się w taki sposób, że kolana się pode mną ugięły.  
- Jeszcze raz bardzo przepraszam, mogłem bardziej uważać. 
- Nic się nie stało. To też moja wina - uniosłam kąciki warg, co miało przypominać uśmiech, lecz przez ból w moich pośladkach, wywołało to raczej grymas. 
- Coś się stało? - spytał z nutką paniki w głosie. Zaprzeczyłam ruchem głowy, ponieważ po co ma wiedzieć i przystąpiłam do zbierania moich walizek. Jednak Liam był szybszy i zaczął je zbierać. 
- Przestań, nie muszi...
- Daj spokój. To jak w ramach rekompensaty dasz zaprosić się na kawę?
Pokiwała twierdząco głową.
Czemu by nie?
Zanim wyszliśmy z lotniska, musieliśmy posprzeczać się kto niesie moje walizki. Oczywiście skończyło się na tym, że Liam wygrał i nie pozwolił mi choćby dotknąć paznokciem rączki od torby.

***

          - Więc co cię sprowadza do Nowego Jorku? - spytał Liam kiedy dostaliśmy już naszą kawę. 
- Szkoła - westchnęłam teatralnie, opierając się wygodniej na swoim siedzeniu, na co zaśmiał się, kiwając bezradnie głową. 
Te dołeczki. 
Ach, umarłam. 
- A ty. Co tutaj robisz? Też szkoła? Bo po twoim akcencie stwierdzam, że nie jesteś stąd. Anglia, racja? - zadawałam pytania jedno po drugim, co oczywiście wywołało u niego śmiech, który był tak głośny, że jakieś starsze panie siedzące kilka stolików zwróciło mu uwagę. 
- Jak to zgadłaś? 
Już chciałam odpowiedzieć, kiedy jakieś trzy nastolatki podbiegły do nasz, krzycząc i piszcząc. Zmarszczyłam brwi, kiedy zaczęły śpiewać i płakać jednocześnie, co nie było dobre. Spojrzałam na Liam'a, który wstał i zaczął podpisywać się na rzeczach, które wyciągnęły. 
Nie kumam.
- M..m..możemy zdj..zdjęcie? - spytała trochę piskliwie jedna dziewczyna. 
- Pewnie, kochanie zrobisz je nam? - Liam uśmiechnął się, podając mi aparat. 
Kochanie?
Pokiwałam głową, chwytając aparat. Pstryknęłam im zdjęcie i podałam urządzenie drugiej dziewczynie. One szybko i w podskokach pobiegły w stronę wyjścia. Chłopak z powrotem usiadł na swoje siedzenie i jakby nic się nie stało, zaczął jeść szarlotkę. Wysłałam mu spojrzenie pełne zdziwienia, aż w końcu zrozumiał, że należą mi się wjaśnienia.
- Jestem w zespole. One Direction, kojarzysz? - spytał, a ja pokręciłam głową. - Właśnie.
- Widać, że jesteś dość popularny.
- Ee, tam. Jesteśmy popularni tylko na kampusie, no i może też po za nim - zaśmiał się.
- Wiesz, że te dziewczyny najprawdopodobniej zabiją mnie za to, że nazwałeś mnie kochaniem? - powiedziałam, śmiejąc się.
Już go lubię.
          Posiedzieliśmy i porozmawialiśmy tak długo dopóki Liam zaproponował mi, że mnie odwiezie. Tak więc teraz stoję pod drzwiami mojego nowego pokoju, w którym będę mieszkać przez następne cztery lata.

        ~Jeśli przeczytałeś\łaś to zostaw po sobie chociaż krótki komentarz~

31.01.2015

Prolog.

          - Kochanie, wstawaj! Za trzy godziny odlatuje twój samolot! - krzyk mamy brunetki obudził ją z niesamowitego snu. Jęknęła przeciągle, zsuwając się z łóżka. Dziś czeka ją kilku godzinna podróż do collegu. Od jutra zacznie naukę w Nowym Jorku. Jest strasznie podekscytowana, a  jednocześnie strasznie zdenerwowana, tym że się nie uda, że nowe społeczeństwo nie zaakceptuje jej. Bała się poznawać nowych ludzi. Jest taką szarą myszką, która ma jedną dobrą przyjaciółkę i pełno "znajomych", którzy pamiętają o  niej kiedy nie wiedzą jak zrobić zadanie z algebry.
          Niechętnie podeszła do komody, by wziąć jedyne ubrania, które nie są spakowane do wielkich trzech walizek. Udała się do łazienki, by choć trochę ogarnąć, to co aktualnie znajduje się na jej głowie. Zeszła na dół, siadając przy stole, gdzie czekało na nią pyszne śniadanie, przygotowane przez jej rodzicielkę. Ostatnie śniadanie.

***

          - No dawaj, Harry! Jeszcze jednego! - Josh, dopingował swojego przyjaciela, by wypił jeszcze jednego drinka. Cała ich paczka ledwo trzymała się na nogach. 
- Za ostatni dzień wolności! - wybełkotał loczek, podnosząc kieliszek w górę, by następnie cała jego zawartość znalazła się w jego ustach. Jego usta lekko wykrzywiły się od ostrego smaku trunku, ale po chwili jednak cwański uśmieszek wkradł się na jego wargi, gdy zauważył swoją kolejną zdobycz. 

"Zmieniłeś mój świat, pokazałeś co to szczęście.. A teraz powoli odchodzisz, stajesz się obcym człowiekiem. Powiedź, jaki był sens tego wszystkiego?"

Witam w Prologu. Mam nadzieję, że się spodoba.  Co by tu dużo mówić, po prostu komentujcie! :)