31.01.2015

Prolog.

          - Kochanie, wstawaj! Za trzy godziny odlatuje twój samolot! - krzyk mamy brunetki obudził ją z niesamowitego snu. Jęknęła przeciągle, zsuwając się z łóżka. Dziś czeka ją kilku godzinna podróż do collegu. Od jutra zacznie naukę w Nowym Jorku. Jest strasznie podekscytowana, a  jednocześnie strasznie zdenerwowana, tym że się nie uda, że nowe społeczeństwo nie zaakceptuje jej. Bała się poznawać nowych ludzi. Jest taką szarą myszką, która ma jedną dobrą przyjaciółkę i pełno "znajomych", którzy pamiętają o  niej kiedy nie wiedzą jak zrobić zadanie z algebry.
          Niechętnie podeszła do komody, by wziąć jedyne ubrania, które nie są spakowane do wielkich trzech walizek. Udała się do łazienki, by choć trochę ogarnąć, to co aktualnie znajduje się na jej głowie. Zeszła na dół, siadając przy stole, gdzie czekało na nią pyszne śniadanie, przygotowane przez jej rodzicielkę. Ostatnie śniadanie.

***

          - No dawaj, Harry! Jeszcze jednego! - Josh, dopingował swojego przyjaciela, by wypił jeszcze jednego drinka. Cała ich paczka ledwo trzymała się na nogach. 
- Za ostatni dzień wolności! - wybełkotał loczek, podnosząc kieliszek w górę, by następnie cała jego zawartość znalazła się w jego ustach. Jego usta lekko wykrzywiły się od ostrego smaku trunku, ale po chwili jednak cwański uśmieszek wkradł się na jego wargi, gdy zauważył swoją kolejną zdobycz. 

"Zmieniłeś mój świat, pokazałeś co to szczęście.. A teraz powoli odchodzisz, stajesz się obcym człowiekiem. Powiedź, jaki był sens tego wszystkiego?"

Witam w Prologu. Mam nadzieję, że się spodoba.  Co by tu dużo mówić, po prostu komentujcie! :)